Oniemiałam. Patrzyłam na niego, ale go nie widziałam. kolejny raz przypomniał mi się sen, który od jakiegoś czasu męczył mnie co noc. Skąd on wiedział? Przecież nikomu nie mówiłam... Przez moją głowę przedzierały się pojedyncze myśli, które nic nowego nie wnosiły.
- Skąd... - zdziwiłam się, że jestem w stanie cokolwiek powiedzieć. - Skąd ty..?
- Nie jest ważne, skąd o tym wiem. Priorytetem jest to, by cie ochronić - powiedział surowo.
- O... Ochronić? - miałam mętlik w głowie. O czym on, do cholery, bredził?
- Tak - znów ten surowy głos.
- Ale... Ale przed czym? - poczułam jak fala zimna rozchodzi się po moim ciele. Czy coś mi zagrażało?
- Jesteś chora, prawda? - zapytał, sprawnie zmieniając temat.
- Tak, to znaczy.. Tak.. - teraz kompletnie straciłam głowę.
- Białaczka, tak? - jego głos zmienił ton o 180 stopni. Teraz brzmiał, jakby naprawdę się martwił.
- Tak.. - tylko tyle byłam w stanie wychrypieć.
Spojrzał w kierunku drzwi. Miał nieobecny wzrok. Tym razem ja zaczęłam się martwić o niego. Spróbowałam wstać, jednak moje nogi odmówiły posłuszeństwa. Zamiast zimnej podłogi poczułam, jak ciepłe ręce obejmują mnie w pasie, chroniąc przed upadkiem. Zanim zdążyłam zareagować na ten gest, Jared odsunął się ode mnie. Poczułam się zawiedziona. Alice, za dużo sobie wyobrażasz! - skarciłam siebie w myślach. Nic nie poradzę na to, że on jest taki przystojny. Wróć na ziemię, Alice!
- Nie wstawaj. Potrzebujesz odpoczynku. Niepotrzebnie dziś przychodziłem - jego głos brzmiał, jakby był na mnie o coś zły.
- Zrobiłam.. Zrobiłam coś nie tak? - odważyłam się zapytać.
- Dlaczego o to pytasz? - tym razem jego głos zabrzmiał cieplej.
- Po prostu.. - z każdym kolejnym słowem, głos łamał mi się coraz bardziej.
- Odpocznij, ja muszę już iść. Wpadnę jutro - znów przybrał ten zimny ton głosu.
- Okay - zdołałam tylko tyle wychrypieć, po czym usłyszałam trzask zamykanych drzwi.
Nie rozumiałam samej siebie. Przecież dopiero poznałam tego chłopaka, a już reagowałam na niego w en specyficzny sposób. Szlak - zaklęłam w duchu. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła północ. Ten dzień należał do jednych z najgorszych w moim życiu. I wtedy do mnie dotarło to, czego przez cały czas starałam się nie dopuszczać do swojej świadomości. Mam raka. Ta myśl zagłuszyła wszystko inne. Sprawiła, że zapomniałam o tym, co powiedział Jared na temat tych dziwnych koszmarów. Podniosłam się delikatnie. Usiadłam na łóżku. Mam raka. Kotłowało się we mnie wiele nieznanych mi do tej pory uczuć, ale nie było wśród nich strachu. Raczej niepewność, co się ze mną teraz stanie. Z pewnością zostanę poddana chemioterapii. A co jeżeli to nie pomoże? Nie! Nie wybiegajmy na przód. NA razie nie powinnam się tym martwić. Nagle poczułam się senna. Wypadałoby się jeszcze wykąpać, zanim pójdę do łóżka.
- Kochanie, mogę? - usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
- Miałam zamiar się położyć, ale jeśli to coś ważnego.. - odpowiedziałam zmęczonym głosem.
Mama weszła do pokoju. Miała podkrążone, zaczerwienione oczy. Płakała. Bez słowa podeszła do mnie i przytuliła. Chciałam ją od siebie odsunąć i zapytać, co chciała, ale jakoś nie potrafiłam. Nagle wszystkie te emocje, które w sobie już tyle czasu ukrywałam, wyszły na wierzch. Płakałam, wycierając nos w rękaw koszuli mojej mamy. Nic nie mówiła, tylko jeszcze bardziej mnie objęła. Potrzebowałam tego. Kiedy już się uspokoiłam, lekko odsunęła się ode mnie, nadal trzymając mnie w rękach.
- Kochanie.. - zaczęła, ale łzy nie dały jej dokończyć. Nie należała do osób, które trzymają swoje uczucia wewnątrz. Nie potrafiła, tak jak ja, ukryć tego, co czuje. Pod tym względem, była całkowitym przeciwieństwiem mnie samej.
- Mamo, nie płacz - jakaż ze mnie hipokrytka, mówiąc 'nie płacz', samemu wyjąc jak bóbr. Lecz nie chciałam już widzieć jej pięknej, zapłakanej twarzy.
- Jesteś taka dzielna, Alice - kobieta powoli się uspokajała. To dobrze. Musiałam z nią porozmawiać o Jaredzie i tym wszystkim, co się dzisiaj stało u mnie w pokoju.
- Mamo, nie mam wyjścia - uśmiechnęłam się do niej. - Ktoś w tym domu musi być mężczyzną.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła? - mamie już powrócił humor. Najwyraźniej na moment zapomniała o mojej chorobie. Co za ulga. Nie lubiłam, jak się mną za bardzo przejmują.
- Nie wiem, mamuś - uścisnęłam ją. - Wiedz, że cię nie zostawię.
Spojrzała na mnie. Mimo że czasem zachowywała się wobec mnie jak obcy, to wciąż była moja mama, którą kochałam nad życie, i która kochała mnie.
Podoba mi się bardzo to opowiadanie :D czekam na więcej :) więcej Jareda XD
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie :D http://one-night-of-the-hunterr.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń