- Dlaczego śnią ci się te dziwne sny? Dlaczego badanie krwi wykryło białaczkę? - wymieniał po kolei. Patrzyłam na niego, z coraz większym niepokojem. - Myślisz, że to wszystko przypadek?
- Ja.. - nie wiedziałam, co powinnam powiedzieć. Bałam się, ale jednocześnie byłam ciekawa, tego co ma mi powiedzieć.
- Od dłuższego czasu śni ci się, że ma zostać przeprowadzona na tobie operacja, czy tak? - spojrzał mi w oczy. Widać było w nich troskę.
- Tak, to znaczy.. - nie wiedziałam, skąd on to może wiedzieć, ale postanowiłam mu nie przerywać.
- Nie wiem nawet jak ci to powiedzieć - podrapał się po głowie z zakłopotaniem. - Ta kobieta z twojego koszmaru.. To ty.
Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Jak to możliwe, że tą podłą, bezwzględną kobietą byłam ja?! Oniemiałam. Patrzyłam na niego, czekając na ciąg dalszy.
- Jestem tu, żeby nie dopuścić do tej sytuacji, o której śnisz. Nie mogę pozwolić, abyś stała się jednym z Apani - powiedział jednym tchem.
Nic z tego nie rozumiałam. Apani? Co to takiego?
- Apani, to tajna organizacja morderców - odpowiedział na moje niezadane pytanie. - Przeciwko nim walczą Lagbara, czyli ja. Do Lagbara należy również Garry, twój lekarz.
Drgnęłam na sam dźwięk jego imienia. Jak ten zboczeniec mógł być po dobrej stronie.
- Dlatego powiedział twojej mamie, że jesteś nieuleczalnie chora, co jest zwykłym kłamstwem, przykrywką - mówił dalej, ale ciężko było mi się skupić na jego słowach. - Jednak ten kretyn... Przykro mi.
Podszedł do mnie i objął mnie. Tego się nie spodziewałam. Oparłam głowę o jego ramię. Było mi dobrze. Na chwile zapomniałam o Garrym, o tym wszystkim, czego się przed chwilą dowiedziałam. Liczył się tylko ten moment, który, na moje nieszczęście, nie trwał długo. Jared odsunął się ode mnie. Znów poczułam ukłucie w sercu. Czyżbym się zakochała w tym niebieskookim chłopaku?
- Wiem, co on cie zrobił, jak byłaś mała, ale musisz zapomnieć o tym. Wiem, że to nie jest łatwe, ale.. - nie dane mu było skończyć.
- Zamknij się! - chciałam krzyczeć, ale jedyne na co mnie było stać to szept. - Zamknij się!
Łzy same poleciały. Jak on mógł?! Jak on mógł stanąć po stronie tego starego zboczeńca?! Czułam zawód. Okropny ból w sercu, który powiększał się z każdą sekundą. Jared po raz kolejny zbliżył się do mnie, ale to było dla mnie za wiele. Wycelowałam ręką prosto w jego policzek.
- Przepraszam - jednak od razu pożałowałam mojego zachowania. - Przepraszam.
- Nie szkodzi - uśmiechnął się. - Należało mi się.
Spojrzałam na niego. Nie był zły. Wręcz przeciwnie. Nie rozumiałam tego. Postanowiłam już nie wracać do przeszłości. Przynajmniej w tym momencie. Teraz musiałam się do wiedzieć więcej na temat tych dziwnych organizacji.
- Na razie nie powinnaś nic więcej wiedzieć - z natłoku myśli wyrwał mnie głos Jareda. - Jutro w szkole będę cię obserwował. I nie tylko ja - uśmiechnął się. Spojrzałam na niego poirytowana.
- A przez kogo jeszcze? Kochanego doktorka? - zadrwiłam. Coś w stoickim zachowaniu tego chłopaka sprawiło, że i ja przestałam się tak tym przejmować.
- Nie - odpowiedział. - Mój brat, Shannon. Poznasz go wkrótce. A teraz czas na mnie.
- Shannon? - wyszeptałam. Skądś znałam to imię, lecz nie mogłam sobie przypomnieć skąd.
- Tak - odpowiedział tylko i wyszedł. Tak po prostu. Wstał i wyszedł.
- Shannon... - szepnęłam, niemal bezgłośnie do siebie.
Nic z tego nie rozumiałam. Apani? Co to takiego?
- Apani, to tajna organizacja morderców - odpowiedział na moje niezadane pytanie. - Przeciwko nim walczą Lagbara, czyli ja. Do Lagbara należy również Garry, twój lekarz.
Drgnęłam na sam dźwięk jego imienia. Jak ten zboczeniec mógł być po dobrej stronie.
- Dlatego powiedział twojej mamie, że jesteś nieuleczalnie chora, co jest zwykłym kłamstwem, przykrywką - mówił dalej, ale ciężko było mi się skupić na jego słowach. - Jednak ten kretyn... Przykro mi.
Podszedł do mnie i objął mnie. Tego się nie spodziewałam. Oparłam głowę o jego ramię. Było mi dobrze. Na chwile zapomniałam o Garrym, o tym wszystkim, czego się przed chwilą dowiedziałam. Liczył się tylko ten moment, który, na moje nieszczęście, nie trwał długo. Jared odsunął się ode mnie. Znów poczułam ukłucie w sercu. Czyżbym się zakochała w tym niebieskookim chłopaku?
- Wiem, co on cie zrobił, jak byłaś mała, ale musisz zapomnieć o tym. Wiem, że to nie jest łatwe, ale.. - nie dane mu było skończyć.
- Zamknij się! - chciałam krzyczeć, ale jedyne na co mnie było stać to szept. - Zamknij się!
Łzy same poleciały. Jak on mógł?! Jak on mógł stanąć po stronie tego starego zboczeńca?! Czułam zawód. Okropny ból w sercu, który powiększał się z każdą sekundą. Jared po raz kolejny zbliżył się do mnie, ale to było dla mnie za wiele. Wycelowałam ręką prosto w jego policzek.
- Przepraszam - jednak od razu pożałowałam mojego zachowania. - Przepraszam.
- Nie szkodzi - uśmiechnął się. - Należało mi się.
Spojrzałam na niego. Nie był zły. Wręcz przeciwnie. Nie rozumiałam tego. Postanowiłam już nie wracać do przeszłości. Przynajmniej w tym momencie. Teraz musiałam się do wiedzieć więcej na temat tych dziwnych organizacji.
- Na razie nie powinnaś nic więcej wiedzieć - z natłoku myśli wyrwał mnie głos Jareda. - Jutro w szkole będę cię obserwował. I nie tylko ja - uśmiechnął się. Spojrzałam na niego poirytowana.
- A przez kogo jeszcze? Kochanego doktorka? - zadrwiłam. Coś w stoickim zachowaniu tego chłopaka sprawiło, że i ja przestałam się tak tym przejmować.
- Nie - odpowiedział. - Mój brat, Shannon. Poznasz go wkrótce. A teraz czas na mnie.
- Shannon? - wyszeptałam. Skądś znałam to imię, lecz nie mogłam sobie przypomnieć skąd.
- Tak - odpowiedział tylko i wyszedł. Tak po prostu. Wstał i wyszedł.
- Shannon... - szepnęłam, niemal bezgłośnie do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz