sobota, 3 maja 2014

Rozdział VI : Bolesne wspomnienia

Trwałyśmy w tym uścisku parę minut, po czym mama znów odsunęła się ode mnie delikatnie. Nie chciałam jej jeszcze puszczać, ale wiedziałam, że jest zmęczona, tak samo jak ja.
- Dobrze, kochanie, porozmawiamy jutro, a teraz wskakuj do łózka i do spania - uśmiechnęła się.
- Dobranoc, mamo - czułam, jak nieznajome mi dotąd ciepło ogarnia całe moje ciało. Czułam, że dziś będę spać spokojnie.
Mama, wychodząc z pokoju, zgasiła światło. Przykryłam się bardziej kołdrą. Było mi przyjemnie. Czułam się wykończona, po dzisiejszym dniu. Tak dużo się dzisiaj wydarzyło. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. Ach! Jutro przecież ma przyjść Jared. Znów będę mogła zobaczyć te jego śliczne niebieskie oczy. Czy ja znów o nim marzę?! Coś złego się ze mną dzieje. Nawet nie wiem kiedy, moje myśli przerwał sen. Obudziłam się dopiero rankiem, z radością stwierdzając, że ten obrzydliwy koszmar dziś mnie nie nawiedził. Podniosłam się szybko z łóżka i postanowiłam wziąć prysznic. Wzięłam z szafki czyste ubrania i w podskokach pobiegłam do łazienki. Jeszcze nigdy nie czułam się tak dobrze. Stanęłam przed lustrem. Przyjrzałam się uważnie mojej twarzy. Nie było na niej ani śladu, po wczorajszych łzach. Wyglądałam jak nowo narodzona. Z prędkością światła wzięłam prysznic, ubrałam się i zeszłam na dół do kuchni.
- Cześć, mamusiu - zastałam mamę w kuchni, robiącą naleśniki na śniadanie. Uwielbiałam to danie.
- Dzień dobry, córciu - też wyraźnie miała dobry humor. - Zjesz może naleśnika?
- Jasne - odpowiedziałam i nałożyłam sobie świeżego naleśnika na talerz. - Dzisiaj też odwiedzi mnie ten chłopak.
- Który? - mama widocznie zapomniała o moim wczorajszym gościu. - Ach! No w porządku, tylko pamiętaj, żeby zadzwonić wieczorem do Jenny i zapytać, co było w szkole. Chyba nie chcesz sobie narobić zaległości?
- Nie, oczywiście, że nie - uśmiechnęłam się. Nie mogłam uwierzyć, że jestem tak szczęśliwa. Bałam się również, że coś może to szczęście zakłócić. - A ty kiedy wracasz do pracy?
- Już jutro, niestety.. - urwała. - Dasz sobie radę sama? Martwię się.
- Nie masz się o co martwić - uspokoiłam mamę.
- Wychodzę dzisiaj - oznajmiła trochę nieobecnym głosem.
- Gdzie? - zapytałam troszkę zaintrygowana. Od czasu śmierci ojca, mama nie ruszała się z domu. Chyba, że do pracy. Po za nią całe dnie siedziała w domu i zajmowała swoje myśli pracami domowymi. Czasem też słyszałam jak siedziała w łazience i płakała, wołając imię mojego ojca.
- Garry zaprosił mnie na obiad - odpowiedziała, odwracając się od kuchenki. - Chyba nie masz nic przeciwko?
Mam, i to dużo. Nie idź, mamo, on cię tylko wykorzystuję. Ta podła świnia tylko czeka, aż zaczniesz sypać kasą. Mamo, proszę.
- Oczywiście, że nie - odwróciłam się do niej plecami, by ukryć moje zirytowanie. - Baw się dobrze.
Ruszyłam po schodach do swojego pokoju. Chciało mi się płakać. Jak ona mogła się z nim spotykać? Ach, przecież ona nic nie wiedziała. Może najwyższy czas jej o tym powiedzieć? Ale jak miała to zrobić, skoro wiedziała, że jej matka może jej nie uwierzyć. Tym bardziej, że było to tak dawno. I nagle wspomnienia sprzed kilku lat wróciły.

Została sama w domu, gdyż mama musiała odebrać tatę z lotniska. Tak bardzo cieszyła się, że tatuś w końcu wróci. Tak dawno nie było go w domu. Siedziała w pokoju, oczekując powrotu rodziców, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Pobiegła na dół w try miga, gdyż spodziewała się, że to mama i tata wrócili. Jednak się pomyliła. W drzwiach stał ich lekarz rodzinny, Garry. "Twoi rodzice mieli wypadek", powiedział prosto z mostu. Pod małą ugięły się nogi. "Jak to?", zapytała drżącym głosem. "W drodze z lotniska, mama straciła kontrolę nad pojazdem", odpowiedział sucho. Łzy zaczęły spływać po policzkach dziewczynki. "Mam się tobą zająć", znów ten szorstki głos. "Dobrze. Muszę iść się wykąpać", powiedziała automatycznie mała. "Może ci pomóc?", głos doktora zmienił barwę. Teraz był ciepły i uczynny. "Poradzę sobie sama", powiedziała dziewczynka i poszła na górę, do łazienki. Gdy już się rozebrała i weszła do wanny, usłyszała, że drzwi się otwierają. Zapomniała ich zamknąć. W drzwiach stał doktor i patrzył na nią z uśmiechem, jakby przyklejonym do jego twarzy. "Niech pan wyjdzie", powiedziała cicho dziewczynka. "Ciii, nie bój się", powiedział doktor i wszedł do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi...

- Alice, wszystko dobrze? - od wspomnień oderwał mnie głos mamy.
- Tak, mamo. Wszystko okay - odpowiedziałam. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 12.
- Ja za niedługo wychodzę - usłyszałam jeszcze głos mamy i ciche stąpanie po schodach.
Kiedyś na pewno jej powiem. Kiedyś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz