Chłopak podał mi dłoń. byłam zbyt zdenerwowana, by cokolwiek odpowiedzieć, by cokolwiek zrobić. Rusz się, idiotko! - skarciłam się w myślach.
- Alice - odpowiedziałam, chwytając jego dłoń. Jego ręka była ciepła.
- Co cię tu sprowadza w taką pogodę? - zapytał z tak ciepłym uśmiechem, że nagle wszystkie moje obawy się ulotniły. Nie mógł mi przecież zrobić krzywdy. Mimo iż był o wiele wyższy ode mnie, nie wyglądał groźnie.
- Postanowiłam się przewietrzyć - również uśmiechnęłam się do niego. Już się go nie bałam.
Nagle zadzwonił mój telefon. Wyciągnęłam aparat z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. MAMA. No tak, pewnie zastanawia się, gdzie ja się podziewam w taką pogodę.
- Przepraszam Cię - powiedziałam do Jareda, na co on tylko skinął głową, po czym odeszłam, żeby odebrać telefon. Chłopak cały czas patrzył jak odchodzę.
- Halo? - powiedziałam do słuchawki.
- Alice, gdzie ty jesteś? - a nie mówiłam! Mama jak zawsze histeryzowała.
- Jestem w Parku Linkolna, mamo. Nie denerwuj się! - powiedziałam najspokojniejszym głosem, na jaki mnie było w tamtej chwili stać.
- Wracaj do domu, bo się przeziębisz! - znowu usłyszałam w jej głosie ton "złej nauczycielki", co mnie strasznie irytowało.
-Jasne - rzuciłam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
Kiedy odwróciłam się, zobaczyłam, że Jared zniknął. Pewnie poszedł do domu. po co miałby tu stać i moknąć? Szlak - zaklęłam w myślach. No nic, wypadałoby wrócić do domu, bo faktycznie złapie mnie choroba. Zaczęłam kierować się w stronę bramy, kiedy usłyszałam dziwny dźwięk. To brzmiało jak płacz. Jak płacz dziecka. Pomyślałam, że powinnam to sprawdzić, ale za bardzo się bałam. Wybiegłam z parku czym prędzej i wróciłam do domu.
- Bogu dzięki! - moja mama oczywiście musiała niepotrzebnie histeryzować.
- Nic mi nie jest! - odpowiedziałam zdejmując przemokniętą kurtkę. - Tylko trochę zmarzłam.
- Idź na górę się przebierz, a ja zrobię ci herbaty. - odpowiedziała i zniknęła za drzwiami kuchni.
Czemu to jest takie męczące? - pomyślałam. Ruszyłam po schodach na górę. Gdy weszłam do pokoju, zrobiłam się senna. Postanowiłam, że zdrzemnę się chwilę, zanim mama przyjdzie z herbatą. Szybko zdjęłam mokre ubrania i wskoczyłam pod kołdrę. Ach, okulary! Znowu o nich zapomniałam. Zanim je zdjęłam spojrzałam na zegarek. Była 19. Już jest tak późno? - zdziwiłam się. Musiałam nieźle się zasiedzieć w tym parku. Przypomniał mi się Jared i ten jego uśmiech. Ech, wróć na ziemię - skarciłam siebie samą w myślach. Zapewne już nigdy go nie spotkam. Szybko odłożyłam okulary i skryłam się pod ciepłą kołderką. Jeżeli jest jakieś zajęcie, które mogłabym robić przez całe życie, to jest to właśnie spanie. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudziła mnie mama, która weszła do pokoju i zostawiła na biurku herbatę i parę ciastek. Kochana. Nie odezwała się, pewnie nie chciała mnie budzić, ale mnie nie trudno wyrwać ze snu. Kiedy już wyszła, podniosłam się z łóżka. Jednym łykiem opróżniłam kubek z ciepłym napojem i zjadłam kilka ciastek.
Uświadomiłam sobie, że w poniedziałek wracam do szkoły. Muszę nadrobić zaległości. Powinnam zadzwonić do Jenny, ale jakoś nie specjalnie miałam ochotę z nią rozmawiać. Co ze mnie za przyjaciółka? Postanowiłam, że po kolacji do niej zadzwonię. Wstałam, założyłam okulary i zeszłam na dół. Gdy schodziłam po schodach, usłyszałam rozmowę. To była moja mama i doktor. Co ten drań tu robi?
- Ale panie doktorze... - głos mojej mamy był przygaszony.
- Przykro mi. Zbadałem jej krew. Nie ma żadnych wątpliwości - co ten doktor bredził. Czyją krew?
W odpowiedzi usłyszałam tylko donośny szloch mojej mamy.
- Dzień dobry - byli zdziwieni moim nagłym pojawieniem się.
- Alice, nie śpisz? - mama starała się dojść do siebie.
- Witaj, Alice - Garry miał dziwnie posępną minę. To do niego nie pasowało.
- Nie śpię. Co tu się dzieję? mamo, dlaczego płaczesz? - zaczęłam się denerwować.
- Kochanie... Muszę ci coś.. - mama nie mogła przestać płakać. - Muszę ci coś powiedzieć...
- Tak?
Oj no jak mogłaś zakończyć w takim momencie?! Teraz nie zasnę i będę się zastanawiać co się stało!
OdpowiedzUsuńBardzo fajny rozdział. Czekam z niecierpliwością na następny;*