Leżałam sama w salonie. Byłam głodna, ale jednocześnie na samą myśl o jedzeniu, chciało mi się wymiotować. Zaczęłam sobie przypominać ten sen...
Stałam sama na jakiejś drodze. Była noc. W około panowała cisza. Patrzyłam przed siebie i widziałam tylko nikłe światła nadjeżdżającego samochodu. Był coraz bliżej a ja nie mogłam się ruszyć. Zaraz mnie rozjedzie! Nagle coś wyskoczyło na drogę i stanęło przede mną, tyłem do mnie. Samochód się zatrzymał. Wysiadł z niego mężczyzna. Nagle zrobiło się jasno. Już nie stałam na drodze. Byłam teraz w jakimś pomieszczeniu. Leżałam na jakimś stole, nie mogłam się ruszyć. Światło jarzeniówek raziło moje oczy.
- Śpi? - usłyszałam kobiecy głos.
- Nie jestem pewien - głos mężczyzny brzmiał, jakby się bał.
- To się upewnij! - kobieta krzyknęła, a echo rozniosło się po całym pomieszczeniu. - Jeżeli śpi, to nie będzie tak zabawne.
- Nie śpi - odrzekł mężczyzna.
- No to zaczynamy, haha - śmiech tej kobiety przyprawiał mnie o dreszcze.
- Smacznego, kochanie - mężczyźnie też najwyraźniej dopisywał humor.
Zaczęłam się bać. Co oni chcą mi zrobić? Poczułam, że coś zimnego dotyka mojego brzucha. Zadrżałam. I nagle ten ogromny ból, który budzi mnie każdej nocy. Ktoś rozcina mi mój brzuch...
- Alice, dobrze się czujesz? - mama weszła do pokoju z miską jakiejś zupy, czy czegoś.
- Tak mamo. Mogę zostać sama? - chciałam się nad tym wszystkim dobrze zastanowić. Bolało mnie całe ciało. Potrzebowałam snu, odpoczynku.
- Już wychodzę! - była zdenerwowana, a przecież nie powiedziałam nic złego.
Zostawiła mnie samą. Nie chciałam już przypominać sobie tamtego okropnego koszmaru i bólu, który się z nim wiązał. Za bardzo się bałam. Czułam strach w całym moim ciele i umyśle. A w głowie ciągle pojawiało się to samo pytanie "DLACZEGO TO MI SIĘ ŚNI?". Nie znałam tych ludzi, nigdy w życiu nie słyszałam ich głosów, więc dlaczego?..
Do końca tygodnia nie podnosiłam się z łóżka. Mama przynosiła mi jedzenie, gazety. Bałam się, że zechce mnie tu trzymać wiecznie, ale w sobotę oznajmiła, że czas się przewietrzyć. Wstałam, ubrałam się i wyszłam się przejść. Pomyślałam, że mogę pójść do parku. Park Linkolna znajdował się w pobliżu mojego domu. Kiedy byłam mała, chodziłam tam bawić się z moimi rówieśnikami. Od tamtego czasu minęło sporo czasu. Kiedy już znalazłam się przed wielką, metalową bramą prowadzącą do ogrodu, zaczęło padać. Niech to szlak! - zaklęłam w myślach, ale postanowiłam nie wracać do domu. Skierowałam się w stronę parku. Niewyobrażalne, jak bardzo on się zmienił od czasu, gdy byłam dzieckiem. Nie było już tych wspaniałych lipowych alejek. Na ich miejscu pojawiły się rzędy brzydkich, wystających z ziemi pniaków. Ech, tak szybko wszystko się zmienia - pomyślałam, gdy nagle w oddali ujrzałam jakąś postać skuloną pod jednym z niewielu ocalałych z wycinki drzew. Co ta osoba robi tu w taką pogodę? Zadrżałam. Postanowiłam podejść i dowiedzieć się, czy czegoś potrzebuje. Zbliżając się do owej postaci, mój niepokój rósł.
- Hej, co ty tu robisz w taką pogodę? - powiedziałam, gdy tylko znalazłam się blisko niego. Starałam się, aby mój głos brzmiał spokojnie, jednak strach spowodował, że łamał się on z każdym kolejnym słowem. - Zgubiłeś się?
Postać spojrzała na mnie. Był to chłopak. Miał czarne, długie do ramion włosy, które wpadały mu do dużych, błękitnych oczu. Powoli podniósł się z ziemi. Znów poczułam lęk.
- Cześć. Nie, nie zgubiłem się - chłopak uśmiechnął się, a ja wciąż stałam sparaliżowana. Było w jego wyglądzie coś, co niepokoiło, a jednocześnie przyciągało jak magnes. Teraz, gdy stał, mogłam przyjrzeć się jego ubraniu. Miał czarne spodnie i szary T-Shirt z napisem "I'll kill you". Zadrżałam. Och Alice, uspokój się! To tylko koszulka - pomyślałam.
- Jestem Jared, a tobie jak na imię?
Ojej, świetne!
OdpowiedzUsuńPodoba mi się sposób, w jaki to opisujesz. Prosty język najlepszy, moim zdaniem!
Jestem ciekawa jak potoczy się to dalej.. Czekam na następny rozdział z niecierpliwością<3