wtorek, 1 kwietnia 2014

Rozdział I: Jestem słaba!

Obudziłam się cała zalana potem. Znowu ten sam koszmar. Przetarłam oczy i podniosłam się z łóżka. Próbowałam wstać, ale moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Usiadłam więc, otulając się kołdrą. Było zimno. Spojrzałam na zegarek. Wskazówki były jakby rozmyte, ach tak, gdzie są moje okulary. Noszę je już dwa miesiące, ale wciąż się do nich nie przyzwyczaiłam. Sięgnęłam ręką na komodę, gdzie zawsze przed snem zostawiałam moje "drugie oczy". Założyłam je prędko i wtedy ujrzałam widniejącą godzinę na zegarku. Niech to szlak! - zaklęłam w myślach. Była godzina 2:33. Dlaczego zawsze budziłam się o tej godzinie? Dlaczego zawsze śni mi się ten sam sen? Spróbowałam kolejny raz wstać. Tym razem mi się udało. Poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Twarz, która się w nim odbijała, nie mogła należeć do mnie! Ale tez nikogo innego po za mną nie przypominała. Nie histeryzuj - pomyślałam. Zgasiłam światło i wyszłam z łazienki. Zrobiłam się głodna. To dla mnie typowe. Jak się denerwuję, to muszę coś zjeść. Kiedy jestem szczęśliwa - muszę jeść. Błędne koło. "Smacznego, kochanie". Ten głos z mojego koszmaru. Chyba jednak daruję sobie nocne podjadanie. Zakręciło mi się w głowie...
-Kochanie? Kochanie? Jesteś? - znam ten głos.
-Nic jej nie będzie, to tylko omdlenie. Zdarza się dziewczynom w jej wieku - tego głosu nie rozpoznawałam.
-Ma.. - moje usta były suche.
-Alice, kochanie, całe szczęście - moja mama odetchnęła z ulgą, a ja nadal nie wiedziałam, co się stało.
Powoli otworzyłam oczy. Zobaczyłam dwie postacie stojące nade mną. Moja mama jak zawsze ubrana w jedną z wielu sukienek z lat 80. Mimo swojego wieku, niedługo skończy 45 lat, była piękną kobietą. Miała zielone oczy, tak jak ja, i brązowe, lśniące włosy. Drugą osobą był nasz lekarz rodzinny. Garry, bo tak się nazywa, był okropnym człowiekiem. Był wrednym, egoistycznym draniem, który tylko patrzył, jak najszybciej zedrzeć kasę z moich rodziców. Nienawidziłam go, ale trzeba przyznać, że był dobrym lekarzem. Jednym z najlepszych w naszym mieście. Zaraz, zaraz, co tu robi nasz lekarz? Czy coś się stało?
-Mamo.. - nadal nie mogłam nic powiedzieć. Gardło mnie piekło.
-Alice, już. Panie doktorze, dziękuję - widziałam jak się uśmiecha do tego drania. Gdyby tylko wiedziała..
-Ależ nie ma za co. Jestem do państwa dyspozycji w każdej chwili - ten nieszczery uśmiech doprowadzał nie do szału. Jak on śmiał jeszcze tu przychodzić?
-Ile jestem panu winna? - moja mama jest taka naiwna.
-Nie trzeba nic, pani White - nie zniosę dłużej tego kłamliwego oszusta.
-Proszę - widziałam, jak mama wyciąga rękę w kierunku "doktorka".
-Dziękuję - oczy, aż mu płonęły z radości. Nienawidzę go. - A teraz muszę panią przeprosić, ale czeka na mnie jeszcze masa papierkowej pracy. Do widzenia.
-Dziękuję panu jeszcze raz. Do widzenia - moja mama pomachała Garry'emu na pożegnanie. - Alice, dasz radę wstać?
-Chyba.. - mogłam już cokolwiek z siebie wydusić, choć nadal strasznie chciało mi się pić. Mama pomogła mi wstać i zaprowadziła mnie do salonu, gdzie położyłam się na kanapie.
-Chcesz coś do picia, córciu? - zapytała z troską.
-Wody, soku, cokolwiek.. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że to ją uspokoi, bo jak sama mawiała "Uśmiech jest oznaką zdrowia". Wróciła chwilę później z szklanką soku pomarańczowego. Podała mi ją, a ja w mgnieniu oka ją opróżniłam.
-Powiesz mi co się stało? - twarz mamy się zmieniła. Teraz wyglądała jak nauczycielka, która odpytuje wyjątkowo głupiego ucznia. Tym uczniem byłam ja.
-Ja.. Nie wiem.. - próbowałam się podnieść.
-Leż! - prawie krzyknęła. Nie poznawałam jej. - Co się stało w nocy?
-A..a która jest teraz godzina? - zapytałam niepewnie.
-Pewnie już po 6 - odpowiedziała surowo. -Co się stało w nocy?
-Ja.. Obudziłam się.. I chciałam iść do kuchni.. Byłam głodna i.. zakręciło mi się w głowie.. - po policzkach płynęły łzy. Musiałam być naprawdę zmęczona, bo ja nigdy, ale to NIGDY nie płaczę!
-Już w porządku. Teraz leż i wypoczywaj. Zrobię ci coś do jedzenia - i znów wróciła kochająca, troskliwa mama. MOJA mama...

1 komentarz: